Izerski przepis na szczęście

Z okien domu rozpościera się widok na prawie całe Pogórze Izerskie. Można usiąść z filiżanką parującej kawy na drewnianym parapecie i zapatrzeć w dal. Gdzieś na horyzoncie majaczą wieże Gryfowa, piętrzą się majestatyczne ruiny zamku Gryf, a nocą migają pojedyncze reflektory aut mijających Gradówek.

Życie w Górach Izerskich nie należy do łatwych. Do urzędów daleko, do sklepów, kin teatrów jeszcze dalej. Latem bywa upalnie i tak sucho, że zaczyna brakować wody w studniach, a zimą pługi zakopują się przy próbie odśnieżenia jedynej drogi dojazdowej do najwyżej położonych domów.

A jednak mimo tych surowych warunków żyją tu ludzie, dla których Izery nie są miejscem urodzenia, a przystanią po latach poszukiwań idealnego lokum.

Co zachęca nowych przybyszów do osiedlenia się w tych odludnych rejonach? Co sprawia, że z dala od cywilizacji znajdują swoje szczęście?

Odpowiedź nie jest prosta i jednoznaczna, bo różne są ludzkie losy.

Poprzez swoją dzikość z jednej, a położenie w odległości 150 km od Wrocławia z drugiej strony, Góry Izerskie przyciągają zmęczonych wielkomiejskim hałasem i tłokiem dawnych pracowników korporacji i niedawnych uczestników wyścigu szczurów, którzy w leśnej głuszy szukają utraconego sensu życia. Są także miejscem schronienia autsajderów i artystów. Tu rozwijają się niebanalne agroturystyki nastawione na pokazanie mieszkańcom wielkich miast wszelkich walorów życia na izerskiej wsi. Można tu zatem znaleźć spokój po wielu latach ciężkiej pracy albo ciężką pracą stworzyć swoje miejsce na ziemi. Jeśli nie chce się tu osiąść na stałe, można przyjechać na weekend lub tydzień. Zaszyć się w pensjonacie pod szczytem góry i kontemplować piękno przyrody lub korzystać z licznych atrakcji, takich jak konne przejażdżki, wycieczki w góry, zwiedzanie podziemnych korytarzy dawnych kopalń kruszców.

Jak wygląda nasze szczęście? To po pierwsze życie w zgodzie z sobą i rytmem natury.

Wstaję o wschodzie słońca i gdy mam na to ochotę idę na wzgórze ten wschód sobie obejrzeć. Potem karmię stadko zwierząt- kury, kozy, koty i psa. Robię kawę, którą mogę wypić siedząc na pobliskiej łące i patrząc, jak w dolinie ludzie spieszą się do pracy. Czym się zajmuję? Zbieram zioła, owoce leśne, szyję, wyszywam, dziergam. Przygotowuję przetwory. Czytam. Piszę. Prowadzę bloga. Jeżdżę rowerem po okolicy. Mam czas. Nareszcie mam czas. Nigdzie się nie spieszę i za niczym nie gonię.

Fakt. Możemy sobie na to pozwolić, bo mąż jest już na emeryturze.

Przez wiele lat żyłam w ciągłym biegu, za czymś goniłam, gdzieś się spieszyłam.

Teraz już niczego i nikomu nie próbuję udowodnić, a życie w zgodzie z naturą stało się moim mottem.

Siedząc przed domem w gwieździstą noc, czujemy się bliżej nieba, a zimą, gdy śnieg i mgła zakrywają wszystko mamy wrażenie bycia jedynymi ludźmi na ziemi.

autor: Anna Kruczkowska
Kobiece Rozmówki przy Herbacie

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *